Wzruszona wczorajszym warszawiaczeniem w Dwojce, ktora zgotowala urodziny Wielankowi, chcialam po prostu zyczyc Wam dobrego tygodnia

az tu od samego rana... Spotyka mnie nauczyciel, z Tajlandii, w autobusie, calkiem zagubiony - bo 131 trase zmienilo, a On jeszcze kierunki pomylil, a szukal byl drogi na plac Konstytucji... Eh ten angielski kulawy jak pies z Zabkowskiej... I tak idac spokojnie Swietokrzyska i starajac sie zrozumiec jeszcze bardziej, dowiedzialam sie, ze przyjechal tu z poznania, a do poznania z Tajlandii i rodzine chce przywiezc, ale do Czech. I rozgladal sie i pytal o dziwne rzeczy, ktore po angielsku nie brzmia juz tak, jak po warszawsku

I wskazal na nasz Pajac, tyle budzacy mieszanych takich uczuc... I mowi, ze to piekne i co to . Dech z wrazenia zapiera w piersi i tlumacze, coz to za miejsce i budynek i ze wielu mieszkancow Warszawy nie lubi go - a po krotce za to, ze to spadek . A On dalej w zaparte - alez to piekne, czy mozna wchodzic za darmo do srodka?! I zdziwiony nieludzko, ze tam teatry, muzea, wystawy i inne... To ja jeszcze bardziej chce powiedziec - kocham to miasto... bylas biedna, stracona, spalona, zdeptana, ale bylas! - jak w piosence... nie negujcie Warszawy

serdecznosci

))