FireBoard
Witamy, Gość
Proszę Login albo Zarejestruj.    Zapomniałeś hasło?
fryzury krótkich w?osów sorry, wiem, ze nie powinienem tego robić (1 wejść) (1) Gości
Idź na dół Odpowiedz Ulubione: 0
TEMAT: fryzury krótkich w?osów sorry, wiem, ze nie powinienem tego robić
#3736
fryzury krótkich w?osów sorry, wiem, ze nie powinienem tego robić  
bo to nie ta grupa, ale diabelnie mnie kusi... może tutaj znajdę dobrych czytelników... Traktuję to opowiadanie bardzo poważnie, pisałem w prawdziwym natchnieniu i czuję, że dorównałem tu takim ludziom jak Nabokov, Joyce, Tołstoj Chciałbym dodać krytyczną uwagę na wypadek gdyby ktoś chciał się wgłębić w to opowiadanie: słowa kluczowe dla niego to: hiperrealizm, bogowie, pierwsza miłośc, splot. Nina, obraz Niny Nie jest mi łatwo przypomnieć sobie jak wygląda czyjaś twarz, ale twarz Ninki pamiętam. Po pierwsze wąskie usta z kącikami ściągniętymi w dół, co wyglądało tak, jak gdyby ciągle się chmurzyła. Dalej blond włosy i blada cera - pamiętam skądś meszek bladych włosków, ciepło i suchość skóry jej rąk, które starałem się dotykać jak najdelikatniej (ja, wypada tu dodać straszny ciamajda, niezgrabiasz, brzydal - nie całkiem kontaktujący się z powszechną rzeczywistością - któremu trafił się taki skarb) Jeśli chodzi o jej postać Ninka miała w sobie dużo z baletnicy, niewysoka i dynamiczna, bez przerwy istaniała w mojej świadomości jako obraz. Jeśli coś istniało, choćby przez kilka sekund, na zbliżonych prawach, zamiast niej, obok niej, to raz tylko kolorowa reprodukcja obrazu impresjonistow (pole maków), który wskazała i przytwierdziła do szafy. Kiedy ją odwiedzałem samą kilka razy w jej pokoju przyjmowała gibkie pozy na kanapie i pisała coś w swoim zeszycie. Na przykład drobne bose stópki w rajstopach na brzegu kanapy, zeszyt oparty na udach, ja tuż obok siedziałem bokiem na kanapie, zwrócony ku niej i przerzucałem strony nieciekawego pisma zadając jej jakieś pytania. Innym razem przyglądałem się jej jak coś pisała półleżac na tapczanie z poduszką za plecami, w krótkich szortach. Wyprosiła mnie wtedy, podreptała za mną do drzwi i zamknęła je za mną. Miała niski przepiękny (szczęście, szczęście) głos, moje imię wymawiała przeciągle (czasem pytająco) rozciągając drugą samogłoskę do dwu samogłosek. Śmiała się głośno Cha! Cha! Cha! (odkrycie, był to zupełnie nowy rodzaj śmiechu). Pamiętam, że wymieniła kiedyś z Lizą jakąś uwagę o książce o sztuce miłości. Znalazłem też kiedyś, i zachowałem, w gazecie zdjęcie dziewczyny podobnej na nim do niej (nazwisko tej aktorki: Teresa Tuszyńska), są tu jej cztery zdjęcia, tylko na jednym jest podobna do Niny - ma warkocz, czarną opaskę na włosach, jest ubrana w jasną bluzkę z krótkim rękawem przepasaną czarnym paskiem i ma na szyi ciążki medalion na łańcuchu, zawadiacki wyraz twarzy. Włosy jasny blond, długie, ale nie bardzo dlugie, proszę mi wybaczyć nieumiejętność opisania fryzury, jak Madleine z francuskiej bajki tylko blond, sięgające kilka centymetrów poniżej lini ramion, nie całkiem proste, posiadające fakturę, trochę jak futro jakiegoś cennego zwierza lub upierzenie bajkowego ptaka (szczotkowała je mocno - pamiętam jeden taki wypadek, rozmawia ze mną  - siedzi na brzegu swojego łóżka, ciężka spódnica opada jej łagodnym rowkiem (w cosinus hiperboliczny) między udami, twarz obrócona w bok i czesze z tyłu mocno szczotką włosy - dla mnie! Powiedziałem chyba, że lubię na nią patrzeć, jej zapach). Oczy uważne i badawcze. Nos wąski, czoło gładkie i jakby nagie (cos z niej w zarysie czoła czy brody zwidywało mi się w widzianych na ulicach dziewczynach, myliłem się nawet przez moment, że to moze ona, uważałem też miesiącami za możliwe, że ona przyjdzie do mojego instytutu) Chodziła w kapeluszu, było to nietypowe wśród koleżanek tamtego roku. Szarawy kapelusz z niewielkim rondem, no i miała swój krótki ciemnozielony płaszcz z kapturem, który wywoływał we mnie drgnienie serca, kiedy wracaliśmy (ja i Z.) do mieszkania i wisiał na wieszaku. Pamiętam jej rajstopy (szare? granatowe?) i jej wełnianą, ciężką spódnicę błękitno-szarą w czerwoną lub liliową kratę. Tak lub jakoś tak ubraną, w spódnicy, rajstopach, płaszczu i kapeluszu ujrzałem (bez kapelusza? złociste wlosy? bez kapelusza w jasnoczerwonej koszulce, dziewczyna o spokojnej, nieruchomej twarzy. Tak to wyglądało: ja na nią patrzę, ona wie o tym, ale jej twarz jest nieruchoma, ani jakiegos uniku ani próby rozmowy, nieruchoma.) ją po raz pierwszy. Stała na korytarzu gdy wychodziłem z pokoju, ona powiedziała cos do Lizy lub Liza odkrzyknęła coś do niej, zdziwiłem się i wyszedłem. Jej bluzek nie pamiętam dokladnie, przebijał z nich jakiś motyw marynarski, raz pamiętam jak przyprowadzilem ją znowu do Lizy (w przerwie między jej zajęciami wyłowioną z jej wydziału, usiadłem tam i czekałem, dopoki nie zjawiła się na korytarzu - co zaimponowało K.) usiadła przy stoliku i odrabiała ćwiczenia na francuski. Wtedy pisała w jakiejś białej bluzce w granatowe paski. (Ninka była dla mnie jakimś nowym typem kobiety, nie jest dzieckiem, dziewczynką, nie jest kobietą kojarzącą się w jakiś sposób z makijażem, jest niezależnym oryginalnym zjawiskiem, myśle, że jest jedną z królewskich corek, których tylko jeden milion jest w całym kosmosie. Kiedy umrę chcę ją odnaleźć, chciałbym aby mnie odnalazła, wyobrażam sobie poruszenia obrazów, jakieś szuranie.) Na piętrze nasze pokoje przylegały do siebie wychodząc na wąski korytarz, czasem nie zamykaliśmy drzwi i przez nie widziałem Ninę jak wspina się na palce (ale to może tylko moja wyobraźnia) aby zdjąć, odczepić z wieszaka płaszcz, jej czoło i włosy zsuwające się na plecy. Mieszkała z Lizą jeden zimowy miesiąc, później wiosną poszedłem do niej na uczelnię i sprowadziłem ją do pokoju Lizy jeszcze na tydzień. Chodzę po pokoju, staram się jej powiedzieć coś o jej malarskości, siedzi w kącie pokoju na swoim tapczanie, jest zaciekawiona (Liza nosi jakieś talerze, Z. słucha tego o czym mówimy). Okazalo się, że kupiła zbiór opowiadań pisarza, ktorego uważam za najlepszego (o zdecydowanie) i rozmawialiśmy o tym, kiedy zacząłęm o nim mówić. Kiedys później oznajmiła, że nie mogła ich przeczytać (jak rozumiem są zbyt trudne/niezrozumiałe/okrutne) Nie całkiem zauważyłem, że jestem w niej zakochany. Logiczniej byłoby stwierdzić, że po prostu nigdy nie stwierdziłem, że nie jestem w niej zakochany. To marzenie nigdy nie pękło. Czulem jak się okazywało w stosunku do niej pewne specjalne bariery. K. przyniósł skądś troszeczkę marichuany, którą chciałem wypalić ale nie mieliśmy zapałek. Należalo chyba iść pożyczyć zapalniczkę dla tego niecnego celu od niej (zapalały nią świeczki). Poszedłem wtedy po zapałki do gospodyni (i z wielkim smakiem zjadłem kanapkę z majonezem). Wieczór u  Lizy i Ninki, ja i Z. przedstawiamy im Krzysztofa. Rozmowy. (Obaj Z. i K. są gentlemanami, młodzieńcami o duzym uroku osobistym, Liza zbierała wtedy materiały do pracy magisterskiej o hormonie snu) K. przy biurku, które tworzy opuszczony blat barku, ogląda okładkę kasety z jazzem Brubecka - który na niej jest podobny do magistra X. mojego wykładowcy algebry. Z. i ja siedzimy na podlodze, Ninka na swoim tapczanie po prawej ode mnie. Przysuwam się nagłym wypadem, strącam jej dłonią buta z jej stopy po czym znowu odsuwam się w swoj kąt. K. powiedział później, że była zdziwiona czy zmieszana. W Andrzejki odlala sobie z zielonego wosku, jak spostrzegł Z., wyraźne mięsiste serce z dwiema tętnicami (nim do nas dołączyła siedzieliśmy (Z. leżał wcześniej we trójkę na podłodze dookoła świecy, pamiętam piękne palce Lizy z umalowanymi na brązowo paznokciami dookoła płomienia. Później jeden wieczór, muzyka z płyt, świeca, podpełzłem do niej, Z. i Liza zostawili nas w pokoju, pocałowaliśmy się. Ninka stężała, patrzyla na mnie, leżeliśmy obok siebie na lóżku. Później był weekend pojechałem do domu, tam cokolwiek robiłem myślałem o niej. Później przez wiele miesięcy po kilka godzin dziennie, całymi wieczorami i po przebudzeniu myślalem o niej, to było ustawiczne ciągłe przeżywanie miłości. Pamiętam jej ciemne w półmroku oczy, którymi wpatrywała się we mnie (równocześnie z przestraszoną i zbolałą miną z bliska tej godziny kiedy pocałowaliśmy się. Na drugi dzień (piątek) zobaczyłem ją na korytarzu, wyszedłem na zajęcia. W domu w weekend myślałem o niej caly czas, pamiętam jak wyraźnie widziałem kolory, przedmioty, czy też pustą przestrzeń na parapecie okna w łazience, smugi, blask słońca na nim, białą firankę. W poniedziałek poczęstowały nas jakąś sałatką, wieczorem wyszły do miasta, we wtorek zaprosiły nas (mnie i Z.) do siebie, trochę pijane szampanem. N. leżała płasko na plecach na łóżku ze stopami dotykającymi dywanu z nogami zgiętymi w kolanach nie mow im bo oni... O czymś krótko mówiliśmy, one mówiły coś do siebie, wyszliśmy po momencie. Ninka szlocha w łazience. Rozmowa z Lizą na korytarzu chciałbym iść do niej , tak idź . Powiedziałem Lizie, że nie wiem czegoś co, jak się zorientowałem, ona założyła, że wiem, nie uwierzyła, że nie wiem, do tej pory nie wiem tego czego nie wiedziałem. Co się później działo przez te kilka lub kilkanaście dni nim Ninka wyjechała nie pamiętam dokładnie (dlaczego? Dlatego, że jak patrzę w kalendarz po prostu już niedużo czasu nam zostało, ledwie kilka dni, na czwartek szesnastego umówiliśmy się na święto z okazji odjazdu Ninki) Jadłem zupę z oliwek z przezroczystego talerza, którą mnie częstowały, były zajęcia na uczelni, rozmowy z Z. i K. w barach, wizyty w sklepach, śnieg na chodnikach. Kiedy wyjeżdżała zatrzymala się w korytarzu, niepewnie uśmiechnięta Cześć wam , jasna twarz i jasne włosy na ciemnym tle, rękawiczki, jakieś krotkie serdeczne pożegnanie i poszły. Trochę nawet rozpaczałem. Ninka wyjeżdżała,
... read more ť
 
Report do moderatora   Loguj się Loguj się  
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#3737
arturowaty (Gość)
Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
Data urodzin:
fryzury krótkich w?osów sorry, wiem, ze nie powinienem tego robić  
bo to nie ta grupa, ale diabelnie mnie kusi... Sluchaj misiu puszysty. Czy staloby sie cos zlego gdybys sobie zalozyl konto na jakims serwerze ogolnodostepnym, i tam, na swojej stronie internetowej, umiescil tyle opowiadan ile bys chcial ? I wtedy ewentualnie rzucil tutaj taki maly _link_ .... arturowaty
 
Report do moderatora   Loguj się Loguj się  
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#3738
mariposa doux (Gość)
Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
Data urodzin:
fryzury krótkich w?osów sorry, wiem, ze nie powinienem tego robić  
NTG, FUT: pl.hum.pisarstwo
 
Report do moderatora   Loguj się Loguj się  
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#3739
Bazyl (Gość)
Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
Data urodzin:
fryzury krótkich w?osów sorry, wiem, ze nie powinienem tego robić  
bo to nie ta grupa, ale diabelnie mnie kusi... Mój modem i ja dziekujemy pięknie. PLONK warning ;(
 
Report do moderatora   Loguj się Loguj się  
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#3740
fryzury krótkich w?osów sorry, wiem, ze nie powinienem tego robić  
Nie musiales wysylac calego opawiadania. Wystarczylo tylko te pare zdan: Nos wąski, czoło gładkie i jakby nagie - znaczy sie bez czapki? Pamiętam jej rajstopy (szare? granatowe?) - jak widac podmiot liryczny ma pamiec dobra, ale wybiorcza. Jej bluzek nie pamiętam dokladnie, przebijał z nich jakiś motyw marynarski - nie mam pojecia co za motyw marynarski przebijal spod bluzki (jak mniemam przeswitujacej); szkoda, ze autor nie rozwodzi sie na ten temat szerzej. Podmiot liryczny ma rowniez zmysl praktyczny: K. przyniósł skądś troszeczkę marichuany, którą chciałem wypalić ale nie mieliśmy zapałek. Należalo chyba iść pożyczyć zapalniczkę Dobra, wiecej nie bede, bo jeszcze autorowi przydarzy sie to, co bohaterowi: Wracałem trochę zdruzgotany i o mało nie wpadłem pod osobowy samochód Polecam lekture np. http://www.kres.mag.com.pl/czytaj.php?id=15                           Cibor
 
Report do moderatora   Loguj się Loguj się  
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
#3741
Kinga (Gość)
Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
Data urodzin:
fryzury krótkich w?osów sorry, wiem, ze nie powinienem tego robić  
Wracałem trochę zdruzgotany i o mało nie wpadłem pod osobowy samochód I znowu się zastanawiam, co zwróciło Twoją uwagę w tym zdaniu. Jedyne, co wydaje mi się prawdopodobne, to szyk wyrazów osobowy samochód . Jeśli tak, to musisz nie cierpieć Pilcha A może zabawimy się w pewną grę? Ty mi wskażesz dowolny tekst w języku polskim (tej samej długości jak przedstawiona próbka), a ja podejmuję się wynaleźć w nim co najmniej sześć miejsc (zauważ,  o jedno więcej niż Ty :- )), gdzie można się przyczepić na podobnej zasadzie, jak Ty to zrobiłeś. A swoja droga, skojarzył mi się pewien wierszyk: Uczysz naród, że Słowacki bez podpisu jest pod placki (nie gwarantuję, że cytat jest dokładny)  Ogłaszam więc minikonkurs: proszę podać autora, tytuł, tytuł zbioru, nazwisko osoby, do której się zwraca podmiot liryczny oraz opisać wydarzenie, do którego podmiot liryczny nawiazuje Pozdrawiam, Kinga
 
Report do moderatora   Loguj się Loguj się  
  Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
Idź do góry Odpowiedz
Polish Version by JoomlaPL.com Team
Powered by FireBoardPobierz nagłówki ostatnich postów.