Dzien Wszystkich Swietych. Atmosfera - wiadomo jaka - zadumy, refleksji, jakiegos spokoju. Nawet dzieciaki nie rozrabialy, tylko grzecznie odwiedzaly po kolei groby rozsiane po tczewskich cmentarzach: parbabcia i pradziadek, babcia i dziadek (moi rodzice), ciocia Ce_link_a (zmarla kilka lat temu moja kolezanka) i jeszcze wiele innych. Zapalalismy znicze, prosilismy o wieczny odpoczynek i szlismy dalej. No i moglo byc tak do konca, gdyby nie... wizyta u tesciów. A wydawalo mi sie, ze nigdy nie bede na nich narzekac

Tesciowa zaczela niemal zmuszac mnie do obciecia wlosów Weronice. Ma takie bardzo jasniutkie piórka, troche dluzsze niz do ramion. Jak na nie powieje wiatr, robia jej sie fasolki . No i od tego sie zaczelo: wyglada jak czarownica, ma wstretne wlosy, jest brzydka itd. Najpierw kierowane to bylo do mnie, potem wprost do Weroniki. Cale szczescie, ze dziecko chyba z milion razy slyszalo od nas, ze jest najpiekniejsza dziewczynka na swiecie, wiec tylko kwitowalo Babcia zartuje - Nie zartuje - Jak nie zartuje to klamie . Serce mnie bolalo, ale próbowalam nie wywolywac klótni. W koncu powiedzialam, co o tym sadze (jak bylam mala ciagle obcinano mnie _na chlopaka_ mimo moich lez i protestów). No to sie dowiedzialam, ze jestem egoistka, bo dziecku jest niewygodnie, ma za slabe wlosy, patrze na dziecko przez pryzmat wlasnych zranien z dziecinstwa. Kiedy odpowiedzialam, ze wlanie dlatego nie chce, zeby moje dziecko bylo ranione zmuszaniem do fryzury, któram podoba sie babci. Wydawalo mi sie, ze kompromisem bedzie zrobienie dziecku kicka, ale wtedy uslyszalam, ze to oslabia wlosy itd. Najlepiej by bylo, gdybym golila ja na lyso albo na zapalke. (Chyba juz wiem, dlaczego mój ukochany maz jaka sie przy swoich rodzicach - tez to przechodzil a niewiele mu na glowie pozostalo) Dlugo by opisywac cale zdarzenie - efekt byl taki, ze tesc na nia nawrzeszczal, powiedzial, ze jemu Weronika podoba sie z takimi wloskami jakie ma i ze ma sie odczepic a babcia sie obrazila

Potem przyszla pora obiadu. Markowi odbilo i zaczal nozem jezdzic po ceracie (nóz do kotletów, wiec cennej ceracie zla nie wyrzadzil ). Dziadek nazwal go glupkiem. Mialam dosc. Powiedzialam, ze moje dziecko jest jednym z najlepszych i najgrzeczniejszych uczniów w klasie i wcale glupkiem nie jest. Zreflektowal sie i przeprosil, ale ja juz bylam wkurzona. Do tego jeszcze doszedl papieros tesciowej przy Krzysiu ( zapomnialam a Ty jestes przewrazliwiona ) i dzisiejszy katar Krzysia i pogorszenie samopoczucia. Mam szczera wole wiecej tam nie chodzic, ale nie chce robic przykrosci mezowi - zdaje sobie sprawe z tego ze jest miedzy mlotem a kowadlem. Sama juz nie wiem co robic, ale przynajmniej mi ulzylo jak sobie popisalam. Wiem, ze zrozumiecie
